#30 Ostatni dzień wyprawy, lecz nie ostatni w Bieszczadach...

bie-12.jpg

Piękne słoneczko nas przywitało, kiedy otworzyliśmy drzwi do namiotu…

Poranek w Bieszczadach jest czymś nie do opisania. Taki świeży, niby zimny ale promienie wczesnego słoneczka ogrzewają i sprawia wrażenie mega ciepłych. Jak co dzień kosmetyczka w dłoń i do łazienki. Śniadanie tego dnia smakowało chyba najbardziej. Może dlatego, że byliśmy już mega zmęczeni. Siedzieliśmy przy jedzeniu i ogarnialiśmy temat naszej dzisiejszej wycieczki w góry. Byliśmy zgodni co do jednego, na pewno nie może to być jakieś ambitne wejście, bo nie mamy już siły na wdrapywanie się na szczyty.

Padło na pobliską okolice. Miejscówka, w której spaliśmy mieściła się nad rzeczką. Stwierdziliśmy, że dzisiaj przyda nam się taki chillout fotograficzny. Posiedzieliśmy jeszcze chwilę popijając kawkę. Nigdzie nam się nie spieszyło. Słońce już i tak było wysoko, więc krajobraz stawał się coraz płytszy, a cienie i półcienie mocne. Zabraliśmy potrzebne rzeczy i ruszyliśmy w górę rzeki.

Muszę przyznać, że perspektywa robienia fotek z wody jest niezwykła. Dobrze, że były na tyle częste przepłycenia, że mogliśmy chodzić prawie wszędzie tam, gdzie chcieliśmy. Idąc w górę rzeki i od czasu do czasu robiąc fotki doszliśmy do momentu gdzie już było na tyle głęboko, że nie mogliśmy dalej się przedostać. Nawet brzegiem było ciężko, gdyż był strasznie porośnięty wszelką roślinnością. Usiedliśmy sobie na wystających z rzeki półkach kamiennych i rozmawiając piliśmy kawę. W międzyczasie przeglądaliśmy fotki na naszych aparatach. Niestety wiecie jak to wyglądało w pełnym słońcu. Tego właśnie nie lubię podczas focenia pleneru. Jak jest dużo słońca to nie można skorygować błędów, oglądając poprzednie foty na wyświetlaczu. Niby jest histogram, niby go widać, ale to nie tylko chodzi o mniej więcej poprawną ekspozycję i ustawienia, ale również, czy kadr jest w miarę możliwości ten, co chcemy.

Po kawce i próbie zobaczenia fotek ruszyliśmy w drogę powrotną. Szliśmy dość długo, nie sądziłem, że tak daleko poszliśmy. Z drugiej strony, co jakiś czas był przystanek na fotki, więc nawet nie zauważyliśmy jak minęły prawie dwie godziny. Zostawiliśmy sprzęt w samochodzie, a wraz z aparatami i akumulatorami ruszyliśmy na obiad. Już Wam wspominałem, że jedzenie w PTTK to istna petarda. Podłączyliśmy akumulatory i w oczekiwaniu na nasze dania, przeglądaliśmy zdjęcia. Co prawda widać było więcej, jednak zmęczenie było tak duże, że na naszych twarzach nie było widać entuzjazmu podczas oglądania tego co zrobiliśmy.

Była mniej więcej 14:00, siedzieliśmy dalej przy stoliku. Pijąc kawkę myśleliśmy, co by tu zrobić z dalszą częścią dnia. Na pewno w grę nie wchodziły żadne szczyty. Przeglądaliśmy mapę w poszukiwaniu jakiegoś tematu. Niedaleko był taki nie za duży wodospad. Nie zastanawiając się dłużej pozbieraliśmy graty i ruszyliśmy.

Miejscówka ciekawa. Chwila zastanowienia i już kadry się same tworzyły. Przynajmniej w naszych głowach hahah. W sumie jestem zadowolony z tych zdjęć. Oczywiście można wiele w nich zmienić, udoskonalić, troszkę pomyśleć inaczej nad kompozycją, ale w gruncie rzeczy jest ok.

Dzień zakończyliśmy tak jak zwykle. Pyszną kolacją i zimnym piwkiem. Następnego dnia po śniadanku ruszyliśmy do domu. Byliśmy zmęczeni. Wszystko nas bolało, ale to było takie fajne, pozytywne zmęczenie. Wiem jedno - Bieszczady to są góry, które mają w sobie coś niesamowitego. Coś co przyciąga i nas również. To była nasza pierwsza wizyta w Bieszczadach, ale nie ostatnia…

Do następnego już za trzy tygodnie…

M.W.

close
Zaloguj Zarejestruj
close
vertical_align_top