#13 Qatar...

26.jpg

Egzotyczna kraina pod względem kultury, klimatu oraz siatkówki…

Miałem w swoim życiu epizod siatkarski w Katarze. Po Mistrzostwach Świata wyjechałem na dosłownie pięć dni do Doha. Grałem tam puchar pewnego szejka. Trzy mecze i jeden dzień odpoczynku. Puchar nie był wymagający pod względem sportowym, ale mogę spokojnie powiedzieć, że to była ciekawa przygoda. Jak już napisałem wcześniej, był jeden dzień wolnego. Zabrałem ze sobą oczywiście sprzęt foto, bo między innymi taki był też plan. Oprócz grania, chciałem poznać trochę kultury tego kraju. Wiem, wiem w jeden dzień nie da się jej poznać. Jednak spróbowałem zobaczyć, jak się żyje w Katarze, ale nie w dzielnicach szejków i bogactwa.

Wybrałem się na suk (tj. bazar lub handlowa dzielnica muzułmańska). Dodam tylko, że w maju było tam 45 stopni Celsjusza. Mega, ale to mega gorąco. Pojechałem tam rano, aby temperatura pozwoliła mi na swobodne poruszanie. Taksówkarz był bardzo miły, ale chyba skroił mnie na kursie, bo z powrotem zapłaciłem dużo mniej. Mogłem się spodziewać, bo nie włączył licznika hehe.

Dojechałem około dziewiątej. Niestety suk był zamknięty. Otwierali dopiero o dziesiątej. Mając godzinę chodziłem po różnych uliczkach. Musicie wiedzieć, że mało jest Katarczyków w takich miejscach, a większość ludzi to emigranci z innych krajów arabskich. Arabowie nie bardzo lubią zdjęcić, szczególnie jak im się je robi z bliska. Ja o tym nie wiedziałem. Parę razy musiałem uciekać, bo mnie gonił, a to jakiś gościu z laską, a to znów jakiś inny z nawet nie wiem, co trzymał w ręku, ale pokojowo nie był nastawiony. Kobietom też raczej nie wolno robić fotek.

Jak już wybiła dziesiąta, przeniosłem się na drugą stronę ulicy, gdzie mogłem zobaczyć prawdziwy muzułmański bazar. Powiem szczerze, że robi wrażenie. Mnóstwo straganów, małych uliczek, ciemnych zakamarków (z jednego musiałem uciekać). Generalnie bardzo mi się podobało. Chodziłem i pstrykałem foty. Po godzinie wszedłem do takiej knajpki na kawkę. Było jakoś po jedenastej. Słońce dawało popalić. Dosłownie hehe. Usiadłem sobie przy stoliku. Oparłem o niego ręce i się oparzyłem. Był mega gorący. Można było się tego spodziewać jak na dworze jest około pięćdziesiąt stopni. Łyk kawy, trochę odpoczynku i dalej w drogę.

Pokręciłem się jeszcze chwilę i wróciłem do hotelu. Niestety nie szło dłużej wytrzymać. Nie jestem przyzwyczajony do takiej temperatury, ale kilka fotek zostało.

Do następnego...

Pozdrawiam M.W.

close
Zaloguj Zarejestruj
close
vertical_align_top